Zdjęcie będące tłem strony
90-lecie WKN
x
Pionierzy WKN
Precyzyjne ustalenie daty powstania Warszawskiego Klubu Narciarskiego nie jest łatwe. Jeśli bowiem chodzi o nazwę, pojawia się ona w historii stowarzyszeń narciarskich po raz pierwszy w 1923 roku, ale istota sprawy - działalność narciarska jest prowadzona już dwa lata wcześniej, bo w 1921 roku.

Pierwszy okres Klubu łączy się z Doliną Szwajcarską w Warszawie, bowiem przy Warszawskim Towarzystwie Łyżwiarskim w 1921 roku kilku zapaleńców i amatorów dwóch desek tworzy jako odskocznię od „holendrowania” dość samodzielny ośrodek narciarski.

Warto tutaj przytoczyć krótko historię Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego, które swoją działalność skupiało pierwotnie wokół lodowiska na zamarzającym stawie pośrodku toru kolarskiego na Dynasach, później kojarzone było nierozłącznie z Doliną Szwajcarską przy ul. Chopina. WTŁ zostało w roku 1898 członkiem Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej (ISU), wprowadzając tym samym łyżwiarstwo polskie do zorganizowanych struktur międzynarodowych. Prowadziło ożywioną działalność społeczno-kulturalną, patriotyczną i towarzyską. Jego lokal należał do najwytworniejszych salonów Warszawy. Przed 1914 rokiem na terenie WTŁ prowadzono działalność konspiracyjną.

A więc już w 1921 roku było w stolicy grono narciarskich zapaleńców. Nie udało się jednak w sposób bezsporny ustalić w kronikach i zapisać, kim był ten pierwszy (a może ta pierwsza, bo kobiety na nartach i pierwsze spodnie na damskich łydkach uchodziły wtedy za przejaw emancypacji), ale znana jest grupa ludzi, którzy stawiali podwaliny przyszłego WKN-u. Należeli do niej: Jadwiga Bobińska, Wanda Mieczyńska, Helena Błaszkowska, Jadwiga Prószyńska, Stanisław Zakrzewski, Jan Woyniewicz, Aleksander Bobkowski, Janusz Główczeński, Stefan Strzałkowski, Franciszek Trzepałko, Stanisław Wyżykowski i Marian Frühauf. Wtedy w niecałe trzy lata po odzyskaniu niepodległości nazwiska te niewiele jeszcze mówiły - później zaś miały się znaleźć na czele tych, którzy ustalali kierunek całego polskiego narciarstwa tak w okresie międzywojennym jak i po II wojnie światowej.

Uprawianie narciarstwa w stolicy w latach 20-tych ubiegłego wieku trzeba było zaczynać od rzeczy dziś szokującej, tj. od pokazywania, co to jest narta, do czego służy kij (był przecież okres dyskusji, czy jazda z jednym czy z dwoma kijami). Nic więc dziwnego, że swoją działalność zaczynała ta grupa od ... wystawy sprzętu narciarskiego połączonej z objaśnieniem.
x
Pierwsza dekada WKN
W 1923 roku istniał samodzielny Warszawski Klub Narciarski jako dziewiąty w Polsce a pierwszy na nizinach, który miał swojego przedstawiciela — inż. Główczewskiego - w Zarządzie Głównym Polskiego Związku Narciarskiego, i który urządził pierwszy w Warszawie kurs narciarski dla początkujących pod kierunkiem nie byle kogo, bo samego inż. Aleksandra Schielego, wybitnego znawcy tak samego sportu jak i sprzętu narciarskiego.

Z pierwszego zachowanego komunikatu klubowego dowiedzieć się można, że już na Boże Narodzenie 1923 roku WKN zorganizował "doroczną" (a zatem chyba nie po raz pierwszy zorganizowaną) wycieczkę do Zakopanego, połączoną z prowadzonym przez TTM (Tatrzańskie Towarzystwo Narciarskie) kursem pod wodzą inż, Bobkowskiego. Ale jak przystało na klub nizinny, WKN swoją podstawową działalność od początku istnienia prowadził w stolicy i jej najbliższych okolicach. Wycieczki narciarskie i to z masowym udziałem, jak choćby ta z 1924 roku do Wilanowa, gdzie na pamiątkowym zdjęciu można doliczyć się ponad 80 osób, czy też do Miłosnej, a nawet do Otwocka, stanowiły stałe punkty klubowego kalendarza wypadów.

Kolejnymi prezesami Klubu byli: w latach 1924-26 inż. Jan Woyniewicz, a od 1927 roku inż. Aleksander Bobkowski, wsławiony później budową pierwszej i przez ćwierć wieku jedynej kolejki linowej w Polsce na Kasprowy Wierch. W latach 1927—28 WKN po 7 latach działania i 5 samodzielności był już klubem mocno osadzonym w narciarskim krajowym światku. Pod względem liczebności ze swymi 170 członkami zajmował czwarte miejsce w Polsce po górskich klubach SNPPT, KTN i Wintersportklub z Bielska, był fundatorem pucharów przechodnich dla Mistrza (od 1925 r.) i Mistrzyni (1927 r.) Polski, prawie połowa członków jego zarządu pracowała społecznie w Zarządzie Głównym PZN lub jego komisjach. Trzon klubowej pracy stanowili wtedy inż. Antoni Dąbski, por. Franciszek Trzepałko, Kazimierz Piotrowski, inż. Chramiec, ppłk Hertel, dr Nowak, Feliks Grędziński oraz ojciec oraz dwaj bracia Chowańczykowie: Arpad, Jan i Władysław.

Szczególnie ci ostatni odegrali zasadniczą rolę w tworzeniu własnej górskiej bazy WKN. Bo nizinne wycieczki do Wilanowa, skikjöring w Alejach Ujazdowskich, masowe biegi na Bielanach były wielką zabawą, jednak uzależnioną od himeryczności pogody, narciarstwo zaś z prawdziwego zdarzenia i przyjemności z tego płynące, dawały tylko góry.
A był to czas, gdy na Zawracie nie było jeszcze skorup z jajek i puszek od konserw, a Tatry Zachodnie były prawie tak mało znane jak dorzecze Amazonki. Wybór WKN-u padł na Dolinę Chochołowską. Jak zwykle były spory, czy budować małe czy duże schronisko, i przez 3 lata od pomysłu (1924) do konkretnego planu (1927) wykrystalizował się pomysł dużego obiektu.

W 1927 roku powołano komitet - reprezentowano w nim szerokie grono zainteresowanych, a więc Ochronę Przyrody Tatr (Walery Goetel), SHPPU (Józef Openheim), PZN (Smoluchowski), Leśnictwo Witów (Krzysiak), no i naturalnie WKN (inż. Wacław Weker, Jan Chowańczak, Franciszek Trzepałko). W 1928 roku zakupiono plac, uzyskano zezwolenie na budowę, w 1929 roku opracowano plany i wreszcie w 1930 roku poświęcono i wmurowano kamień węgielny pod schronisko WKN na Polanie Chochołowskiej.

x
Budowa schronisk WKN
Gdy w 1930 roku inż. Al. Bobkowski, dotychczasowy prezes WKN, objął przewodnictwo Zarządu Głównego PZN, jego miejsce objął inż. Wacław Weker, architekt, i on to z racji swych zawodowych zainteresowań z wielkim zapałem realizował dalej plan powstania górskiej bazy WKN.
Kamień węgielny już był, ale do gotowego schroniska było jeszcze bardzo daleko. Brakowało wszystkiego, pieniędzy, materiałów budowlanych, wyposażenia. Ale w WKN-ie byli ludzie, którzy uważali, że zarówno energia i jak i konsekwentne działanie są w stanie pokonać wszelkie trudności.

Oto jak ten okres wspomina jeden ze starych działaczy:
"W szeregach Klubu działało wiele osób zamożnych. Ci stworzyli fundusz zasadniczy na budowę schroniska, ale wpłacali też inni - każdy, na ile go było stać. Wszyscy ofiarodawcy w zależności od wysokości wpłaty mieli zapewnione specjalne przywileje przy korzystaniu z przyszłych dobrodziejstw schroniska. Głównymi ofiarodawcami byli m.in. Arpad Chowańczak, Jan Chowańczak, Władysław Roth, Stanisław Zamowski, Michał Smolikowski. Zresztą przy zdobywaniu funduszów chwytało się wielu różnych sposobów. I tak firmy prywatne, do których zwracano się o pomoc w naturze dawały cement, wapno, materiały instalacyjne, część funduszu zebrano z opodatkowania się członków Klubu, otrzymano pewne kwoty z Zarządu m.st. Warszawy, Banku Polskiego, Banku Gospodarstwa Krajowego oraz od wysoko postawionych osób w administracji państwowej. A potem już przy budowie otrzymano życzliwą pomoc ze strony miejscowych gospodarzy z Witowa, od Polskiego Związku Narciarskiego, Starostwa Nowotarskiego i władz zakopiańskich. Z niemałym trudem uruchomiono w ten sposób wszystkie możliwe źródła pomocy".

Najważniejsi jednak byli ci, którzy zapominając o swoich osobistych interesach, wkładali w pracę Klubu swoje serce i wyjątkowo duży wysiłek.
Do takich należą niezapomniani: inż. Weker - projektant schroniska i prowadzący jego budowę (był przy tym prezesem Klubu od roku 1930 do wybuchu wojny), inż. Maksymilian Dudryk-Darlewski współpracujący z Wekerem, Franciszek Trzepałko - wiceprezes administracyjno-finansowy, Edyta Wargenau - żelazna sekretarka WKN, płk. Barzykowski - wiceprezes sportowo-turystyczny, inż. Jadwiga Bobińska - przodownik turystyczny, kpt. Marian Frühauf - kapitan sportowy Klubu i Jurek Paszkowski, który pełnił funkcję jego zastępcy. I wielu innych oddanych sprawie narciarstwa ludzi.

Oczywiście nie obeszło się bez poważnych trudności. Jak wszystkie plany szlachetne i ten zamiar napotykał na nieustanne przeszkody. Nie dało się urzeczywistnić planu od razu. Budowa schroniska ciągnęła się przez cztery lata i dopiero w lutym 1934 roku zostało ono oddane do użytku. Z zewnątrz i wewnątrz było bardzo ładne i dobrze urządzone. Mieściło się w nim ok. 180 łóżek, była tam sala jadalna, świetlica, narciarnia, natryski, światło elektryczne, centralne ogrzewanie, wewnętrzna kanalizacja, telefon. To nowoczesne schronisko w samym sercu Tatr Zachodnich zapewniało ludziom wygodę i służyło za wypoczynek po wielogodzinnych wędrówkach zimą i latem wśród pięknych lasów i gór. Nic też dziwnego, że turyści zaczęli tu ściągać całymi gromadami. A ponadto schronisko WKN dawało największe w kraju zniżki dla młodzieży uczącej się.

Ten pierwszy sukces - 180 miejsc na Chochołowskiej, otwarcie pięknej i dotąd mało znanej partii Tatr Zachodnich dla turystyki masowej oraz nabyte w czasie budowy doświadczenie zaostrzyły apetyty. Zarząd WKN postanowił wznieść drugą górską bazę, tym razem w Karpatach Wschodnich. A dokładnie w Rafajłowej na Huculszczyźnie. Znajdowały się tam tereny również prawie nie odkryte przez narciarzy, a góry - Gorgany - marzenie.

Tym razem poszło o wiele szybciej. Na wysokości 800 m n.p.m. w powiecie Nadwórna wybrano miejsce, inż. Weker w 1936 roku wykonał projekt, w 1937 r. położono kamień węgielny, a już w rok później w 1937 r. schronisko przyjęło pierwszych turystów. Oferowało 60 miejsc i urzekało huculskim stylem. Tak więc na rok przed wojną WKN, zrzeszający ponad 500 osób, dysponował własnymi dwoma bazami górskimi z 240 miejscami.
x
Sport i turystyka przed 1939
Myliłby się ten, kto by przypuszczał, że WKN wraz z pobudowaniem górskich baz, przeniósł swoją podstawową działalność ze stolicy w Tatry i Karpaty. Nadal w swej podstawowej działalności pozostał klubem nizinnym, służącym milionowej stolicy.

Nie było małej czy większej imprezy narciarskiej w Warszawskim Okręgu czy w skali krajowej, aby działacze WKN nie włączali się w nie całym sercem. Warto pamiętać, że w tamtych latach WKN posiadał już sporą gromadkę narciarskich sędziów okręgowych, m. in.: Jan Chowańczak, Maksymilian Dudryk (który byłw 1907 r. jednym z inicjatorów założenia pierwszego na terenie kraju stowarzyszenia narciarskiego pod nazwą Karpackie Towarzystwo Narciarzy), Franciszek Trzepałko, Wacław Weker, Zakrzewski. W 1933 roku przy Polskim Związku Narciarskim została utworzona Komisja Narciarstwa Nizinnego. Przewodniczącym tej Komisji został Stanisław Barzykowaki, a sekretarzem Marian Frühauf. Obaj ci ludzie byli zresztą rzadkimi, jak na ten czas w Warszawie, instruktorami narciarstwa. Marian Frühauf był przy tym współautorem pierwszego w Polsce podręcznika narciarstwa nizinnego.

Około 1935 roku w skład Rady Narciarskiej PZN ze strony WKN wchodzili: jako prezes Aleksander Bobkowski, płk. Tadeusz Fonferko, kpt. Marian Frühauf i płk. Stanisław Barzykowski. W rok później, w roku 1936 Klub usadowił się w siedmiopokojowym lokalu przy ul. Marszałkowskiej 97 lok. 2. Ale i poprzednio bez takiego luksusowego lokalu pracowano bardzo aktywnie. Już wcześniej, w 1929 roku, aktywny udział w organizowaniu Międzynarodowych Zawodów FIS w Zakopanem brali inż. Bobkowski, płk. Jungrav i Edyta Wargenau, a w organizowaniu Mistrzostw Świata FIS w tym samym miejscu ale dziesięć lat później obok poprzednio wymienionych wzięli udział również inni członkowie WKN: Stanisław Barzykowyki, Józef Mazurek, bliźniacy Aleksander i Kazimierz Schiele, Franek Trzepałko, Wacław Weker i Maksymilian Dudryk.

Współpracowano przy tym z szeregiem innych organizacji sportowo turystycznych jak WTW i Yacht Klub (latem), PTT, gdzie Stanisław Barzykowski był członkiem Zarządu Okręgu Warszawskiego i Warszawski Okręgowy Związek Narciarski, którego większość stanowili członkowie WKN.

Szeroka akcja propagandowa, jaką prowadzono m.in. przy przy pomocy filmów uzyskiwanych przez poselstwa Szwecji i Szwajcarii zmuszała do organizowania coraz większej ilości kursów szkoleniowych. Już nie wystarczała Chochołowska i Rafajłowa, zaczęto urządzać takie kursy również i na Wileńszczyźnie. Co roku w lokalu klubowym otwierano wystawy prac fotograficznych, związanych tematycznie z działalnością turystyczną.

Do Klubu wstępowali ludzie zajmujący wysokie stanowiska w administracji państwowej. Honorowym członkiem WKN był również prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki. Na zaproszenie Prezydenta przedstawiciele WKN złożyli mu wizytę w Zamku Królewskim.

Żelazną zasadą sportu jest, że z biegiem czasu ilość musi przejść w jakość. Tak też było w WKN-ie, choć Klub ciągle podkreślał swoją służbę dla "mas". Ale był w gruncie rzeczy również klubem sportowym. Prócz więc kursów, turystyki, wycieczek i budowy schronisk, coraz czyściej urządzano zawody sportowe.

Zaczęło się od nieznanego wtedy jeszcze skikjöringu w 1923 roku w Alejach Ujazdowskich, czyli narciarskich wyścigów za końmi. Potem - zawody na Bielanach. Biurokracja, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie jest wynalazkiem nowym, ale istniała już w roku 1925 i oto anegdotyczne, choć zgodne z prawdą wspomnienie jednego z działaczy WKN: "Udaliśmy się do magistratu, aby przedłożyć w imieniu narciarzy prośbę o zniżkę na przewóz nart w stołecznych tramwajach. Urządzaliśmy wówczas wiele wycieczek podmiejskich i zależało nam na tym, aby ułatwić udział w nich zwłaszcza zawsze chorej na puste kieszenie młodzieży. Wzięliśmy z sobą narty, które przedstawiając naszą prośbę, pokazaliśmy kompetentnemu naczelnikowi. Naczelnik i pewien jego podejrzliwy referant nie wytrzymał i usłużnie pochyliwszy się do ucha naczelnikowi zbyt głodno szepnął: 'Niech się pan nie da nabrać panie naczelniku, to tylko tak niewinnie wygląda, ale w tramwaju zajmuje o wiele więcej miejsca - oni od tego odkręcili kółka'".

Sportowe ambicje są stare w WKN-ie jak stary jest ten Klub. W rok po jego powstaniu, na V Mistrzostwach Polski w Krynicy startujący po raz pierwszy reprezentant nizin Falkowski w biegu dla panów powyżej 30 lat zajął VI miejsce, zaś w biegu pań - Irena Popielska VII miejsce.
W następnym roku też w Krynicy zawodniczka WKN Eugenia Segeda zajęła VIII miejsce, a na Mistrzostwach w roku 1927 w biegu na dystansie 18 km w klasie starszych Tadeusz Falkowski zajął IV miejsce. Pierwszy raz na łamy prasy trafili przedstawiciele WKN już w 1925 r. Oto fragment artykułu("Stadion" z listopada 1925 roku): "Dużą przyszłość mają przed sobą dwie młode zawodniczki z Warszawskiego Klubu Narciarskiego - panna Eugenia Segeda i panna Irena Popielska. Obie brały po raz pierwszy udział w zawodach w Krynicy i obie osiągnęły wspaniałe czasy. Trzeba nie zapomnieć, że wyścig ten stawiał wymagania, jak może żaden z odbytych przedtem w Polsce.(...)Jeszcze ubiegłej zimy warszawscy narciarze prawie że nie byli brani pod uwagę, dzisiaj jednak nie bez szans staną do zawodów w II klasie tacy jak Jaworski z AZS-u lub Rudnicki, a z Warszawskiego Klubu Narciarskiego - Kolasiáski i Falkowski (klasa starszych)".

Już w tamtym czasie zaczęło się "zdradzanie" biegów płaskich na rzecz efektowniejszych i mniej męczących zjazdów. "Zdrady" te jak się okazało tak samo, jak te powojenne, zostały skwitowane sukcesami. Oto co czytamy w kronice WKN z lat 30-tych: "Na przykład w 1931 roku w biegu na 16 km IV miejsce zajmuje Schiele, ten sam, który pięć lat później zostaje mistrzem Okręgu Warszawskiego w slalomie. W tych samych mistrzostwach a potem w następnych w roku 1937 w złożonym biegu zjazdowym, w slalomie i w biegu zjazdowym tytuł Mistrzyni Okręgu zdobywa reprezentantka WKN inż. Eligia Turska."

Ciągnął się w górę nie tylko sportowy wyczyn, pięła się też wzwyż kwalifikowana turystyka. Zaczęły się liczyć odznaki. Turystyka łączyła. Klub był organizacją ludzi zżytych ze sobą, całe rodziny należały do niego. Oto jak charakteryzuje tamten okres jeden z działaczy WKN: "Właśnie na działalność popularyzatorską i turystyczną kładliśmy w naszym klubie największy nacisk. I tu już bezwzględnie przodowaliśmy. Chociaż taką imprezę jak Mistrzostwa Tatr Zachodnich z biegiem zjazdowym z Rakonia w programie trzeba jeszcze zapisać na konto naszych osiągnięć czysto sportowych. Turystów też mieliśmy znakomitych. Co roku któryś z naszej wukaenowskiej braci zdobywał odznakę górską, odznakę PZN. Pamiętam, że pierwszą taką odznakę zdobywali - Stanisław Sierakowski, Wanda Burakowska, Stanisław Orczykowski, Aleksander Schiele, Antoni Hlebko, Stefan Krygier, nie mówię już o odznakach srebrnych i brązowych, które zdobywaliśmy, można rzec masowo. Na tym właśnie odcinku walczyliśmy o nagrodę Prezydenta Rzeczypospolitej Polski, a potem o nagrodę Ministra Komunikacji. O ile w punktacji o nagrodę Prezydenta zajęliśmy ostatecznie 16 miejsce, to nagrody Ministra Komunikacji byliśmy już znacznie bliżej, zdobyliśmy bowiem VI miejsce na prawie setkę uczestniczących w tej walce klubów. Ale nasi turyści nie stronili także od tej podstawowej formy zaprawy, jaką były biegi o sprawność. Mieliśmy wiele złotych, srebrnych i brązowych odznak sprawności narciarskiej. Byliśmy klubem narciarskim tak typowym dla tamtych 30-tych lat, kiedy to gromadził całe rodziny ojców, dzieci, w naszych akcjach narciarskich wielokrotnie brały udział dwa a nawet trzy pokolenia z jednej rodziny. Nic więc dziwnego, że Klub wrastał w życie wielu rodzin i praca w nim stawała się treścią dla szerokiego grona działaczy. To między innymi ustalało kierunek rozwoju Klubu i dlatego WKN działał szczególnie aktywnie na polu turystyki, a mniej na odcinku sportowym. Byliśmy co prawda daleko od gór, ale na szczęście mieliśmy schroniska... Te schroniska położone wśród najpiękniejszych terenów zimowych pełne był zawsze naszych wycieczek, kursów i włóczęgów-indywidualistów."
x
Prośba Kornela Makuszyńskiego
WKN prowadził działalność w jakimś sensie charytatywną, zwłaszcza w odniesieniu do biednych góralskich dzieci. Wciągnięto do tej sekcji nawet Kornela Makuszyńskiego, który w tej sprawie ogłosił przez radio tak zwaną "Wielką Prośbę".

Tekst tej "Prośby" zachował się do dziś:

"Niedawno wygłosiłem przez radio wielką prośbę zwróciwszy się do wszystkich dobrych ludzi ,jak stary zatabaczony kwestarz Bernardyn, który zawsze jakiegoś barana wycygani. Ponieważ nie każdy tę prośbę słyszał, więc ją teraz powtarzam, a każde zacne pismo upoważniam do przedrukowania jej chociażby sto razy.

Sprawa jest taka. Biedne dzieci, wiedząc, że jestem odpowiednio pyskaty, wysłały mnie, jako swego posła, abym coś dla nich wyprosił. Przeto proszę. Wielu z tych, co spędzają zimę w Zakopanem, albo w Karpatach, widziało zapewne mnóstwo dzieciarni, przyglądającej się roziskrzonymi oczyma nartom. Widzieliśmy małych smyków, co przywiązawszy do pedałów ledwie oskrobane deski, jeżdżą jak diabłowie. Małe biedne góralczyki, z których opadają nieszczęsne, chociaż cyfrowane porcięta, mają łzy w oczach, widząc jak inne dzieci jeżdżą. A te góralczyki to przyszli mistrze, przyszli słynni narciarze. Sto razy gadałem z takimi biednymi dziećmi i tyleż razy słuchałem próśb, naiwnie serdecznych i wzruszających błagań.

Co można było domowymi środkami zrobić dla tych biedot, to się zrobiło, ale mizerna to była pociecha. Dano im teraz zimowe wakacje, ale cóż taki żaczek z nimi uczyni. Na gołej sempiternie [dawn., żart. tyłek, zadek] jeździć nie będzie, bo to i zimno i niewygodnie. A twój synek droga matko jeździ i twoja córeczka liczne ma narty. A rozpacz innych dzieciaków jest wielka i łzy im marzną na mrozie. Toteż śmiało, jak nigdy zwracam się do wszystkich dobrych ludzi.

Zawiązaliśmy "Komitet Rozdawnictwa Nart Dzieciom". Jest to urzędowe odgałęzienie Warszawskiego Klubu Narciarskiego. Staniemy na głowach, a niedługo usłyszycie za waszą i naszą sprawą dziecięcy wrzask radości. Rozmaite biedaczyny będą miały cudowną zimę, tylko nam pomóżcie zacni ludzie. Przecież to o dzieci idzie. Starsze łapserdaki jakoś sobie radzą, ale dzieci stać tylko na łzy. To, co nam dobroć ludzka ofiaruje, rozdamy sprawiedliwie, bo znamy wszystkich tych naszych smyków z imienia, nazwiska, czy też z gęby.

Przeto oprócz śniegu, którego będziemy mieli zawsze pod dostatkiem, zbieramy wszystko, więc nowe narty i stare, połamane, bo z "dorosłych" nart połamanych umiemy robić wyborne narty dziecinne. Zbieramy buty, rękawiczki, szaliki, czapeczki, porcięta, wiatrówki, koszule, rzemyki do nart, kijki, nawet smary, wszędzie jest jakaś rupieciarnia i wszędzie coś się znajdzie. A jeżeli to się nie znajdzie, to z dziurawej kieszeni złotówkę, albo i dwie zawsze wygrzebać można - przy usilnym szukaniu. A my umiemy robić takie szachrajstwa, że już za dziesięć złotych kupimy parę nowych nart ze wszystkim potrzebnym. Dostanie je jakiś pędrak, co nigdy w wilgotnej suterynie nie widział słońca, dostanie je jakaś bezkrwista dziewczynka, a razem z tymi deskami śnieg, słońce, radość i pogodę. A wy o tym wiecie słodkie kobiety, że radość dziecka, to najcudowniejsza radość. Niech wasze własne dzieci zawsze radosne rosną, a niech tej radości zaznają i te cichutkie, przerażone, głodne i zawsze smutne. Wszystkim nam będzie lżej na duszy, że nie cieszymy się sami, lecz żeśmy jeden tej radości promyczek ofiarowali biednym, błękitnym oczętom.

Niech przeto każdy zajrzy do swego serca najpierw, a potem do różnych zakamarków i niech z nich wydobędzie co może. Czy mi odmówisz drogi chłopcze, jakichś mizernych rękawiczek dla swego biedniejszego brata?
Czy mi odmówisz, śliczna dziewczynko, jakiegoś kolorowego szalika dla swojej siostrzyczki, co biedactwo marznie i jest od morzu sine. Czy wy nam pomożecie dobre matki? Oczywiście, oczywiście... Jeszcze mi się to nie zdarzyło, abym prosząc o coś dla dzieci, nie otrzymał tego szybko i z dobrym słowem. Będziemy tedy mieli i narty i buty i ogromy sklep z garderobą, a cała gromada dzieci, pootwierawszy szeroko gęby,jak głodne wróble, już czeka i doczekać się nie może. Ale się doczeka. Cokolwiek da się uczynić jeszcze tej zimy, a bardzo dużo na przyszłą.

Bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy tym, co na wezwanie przez radio przybieżeli do nas, z czym kto mógł. Już coś mamy na początek, a teraz dobrzy ludzie mocno to pomnożą, przede wszystkim mamy konto w PKO. Wypisuję je ogromnymi cyframi 276. A kto by chciał posłać nam sprzęt narciarski, lub ubranie, niech wali z tym pod adresem: Adam Tuczemski, Warszawa, Solec 20 B, telefon 9-11-11. Otworzyliśmy też filię w Zakopanem, gdzie naszym ambasadorem jest Tadeusz Koniewicz (Klub Zakopiański). Jest to wprawdzie wyborny malarz, ale można mu śmiało powierzyć złamaną nartę, lub stare porcięta. Nowe filie otworzymy w przyszłym roku".

Niejeden przedwojenny narciarz z góralskich wiosek stawiał swe pierwsze kroki na nartach zdobytych dzięki akcjom WKN-u.
x
WKN-owcy w II wojnie światowej
Wybuch wojny przerwał klubową działalność WKN. Siedziba klubu w Warszawie przy ulicy Marszałkowskiej, którą w czasie wojny zamieszkiwała pani Wargenau, stanowiła częsty azyl dla tych, którzy musieli ukrywać się przed okupantem. To był prawdziwy konspiracyjny hotel. Między innymi ukrywał się w nim przez jakiś czas płk. Franciszek Hynek, komendant zorganizowanego w ramach Organizacji Wojskowej "Wilki" pułku Warszawa–Północ, AK-owiec, który po wojnie zginął w tragiczny sposób w płonącym balonie.

Wielu członków WKN walczyło w ruchu oporu, partyzantce, Powstaniu Warszawskim. Niektórzy nie doczekali wiosny 1945 roku. Zginęli z ręki okupanta: Jadwiga Bobińska, Tadeusz Gebethner, Stefan Krygier, Jan Lilpop, Tadeusz Zjawiński.

Kpt. Franciszek Trzepałko trafił do niewoli we wrześniu 1939 roku pod Lublinem. Razem z tysiącami innych polskich oficerów został umieszczony w obozie NKWD w Starobielsku, a potem zamordowany. W 1940 roku w Oświęcimiu zginął jego jedyny syn, Tadeusz.

Prezes WKN Wacław Weker w czasie Powstania Warszawskiego walczył prawdopodobnie w oddziale Kuleszy Batalionu "Kiliński". W ataku na budynek PAST-y został ranny 12 sierpnia i zmarł w szpitalu polowym w budynku PKO przy ulicy Świętokrzyskiej.

Prócz ludzi, a to była najboleśniejsza strata, WKN stracił całe mienie, znajdujące się w lokalu klubowym w budynku przy ulicy Marszałkowskiej 97, który został spalony w 1944 roku. W tym samym roku poszło z dymem schronisko na Polanie Chochołowskiej podczas walk naszej partyzantki z hitlerowcami w końcu 1944 roku, zostało też spalone przepiękne schronisko wybudowane przed wojną w Rafajłowej w Gorganach.
x
I reaktywacja WKN po wojnie
Warszawa leżała jeszcze w gruzach, gdy wraz z nadchodzącą zimą 1945 roku WKN-owcy, ci co przeżyli, zaczęli przemyśliwać o reaktywowaniu Klubu. Naturalnie inne były warunki, inni ludzie, ale śnieg i narty pozostały przecież takie same.

Oto fragment powojennego zapisu kronikarskiego: "Już w kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych, we wrześniu 1945 roku odbyło się pierwsze zebranie członków Klubu, w mieszkaniu Bolesława Stawińskiego na Mokotowskiej. Był tam Maksymilian Dudryk-Darlewski, Zjawiński, Roth, Stanisław Zamowski, Feliks Grędziński, Pogorzelski, Smolikowaki, Andrzejak i Edyta Wargenau. Z miejsca podejmujemy energiczną działalność. Wysyłamy zawiadomienie do Polskiego Związku Narciarskiego o wznowieniu naszej działalności, występujemy do Ministerstwa Komunikacji o przyznanie dwóch schronisk na terenie Ziem Odzyskanych i pierwszej subwencji. W grudniu odbywa się ogólne zebranie wyborcze i oto mamy już pełnowartościowy Klub z zarządem, składkami i książką korespondencji. A oto skład Zarządu: prezes Bolesław Zjawiński, wiceprezes Jan Chowańczak, sekretarz - wiadomo - Edyta Wargenau, skarbnik - Dudryk-Darlewski, kapitan sportowy major Marian Fruchauf. W 1946 roku zostają nam przyznane dwa schroniska w Karkonoszach, a mianowicie "Śnieżne Jamy" i „Pod Łabskim Szczytem”. Hasz delegat inż. Hellwig zabezpiecza je, a potem organizuje transport w postaci zakupionych czterech koni, W tym też mniej więcej czasie jesteśmy gospodarzami dwóch domów turystycznych: jeden w Szklarskiej Porębie, drugi w Zakopanem na Bystrem, Willa „Włodka", pierwsza na drodze do Jaszczurówki, W jakimś stopniu dom ten zastępował nam brak naszego "gniazda" na Chochołowskiej. Oczywiście nie był tym samym , bo znacznie mniejsze (około 50 łóżek), i punkt znacznie gorszy, i przecież nie własne..."

Jedną z pierwszych myśli, która nie opuszczała działaczy WKN od momentu reaktywowania Klubu była chęć odbudowy spalonego w czasie wojny schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Usilne starania doprowadziły nawet do otrzymania z Ministerstwa Komunikacji dotacji w wysokości pół miliona złotych (przed wymianą) , za którą to zakupiono nawet część budulc Inż. Dudryk-Darlewski opracował plan odbudowy obiektu.
x
"Ogniwo" zamiast WKN
Nadszedł niechlubny dla sportu rok 1948, a w nim szufladkowanie i upychanie w sztywny wzorzec klubów i organizacji nieraz o wieloletniej tradycji i dorobku.

W tym właśnie czasie Minister Wolski oświadcza, że jeśli Warszawski Klub Narciarski nie połączy się z PTT, nie otrzyma więcej ani złotówki. Groził też rozwiązaniem Klubu. Trzeba przyznać, że był konsekwentny. Wobec tego, że WKN opierał się temu przymusowemu mariażowi, grosza więcej nie otrzymał. Próbowano w tej sprawie pertraktować z Komisją Centralną Związków Zawodowych, z różnymi dyrektorami Głównego Urzędu Kultury Fizycznej, jednak bezskutecznie. W tym samym 1948 roku zostało mu odebrane schronisko "Pod Łabskim Szczytem" i prawie jednocześnie Dom Turystyczny w Szklarskiej Porębie. Jeszcze rok wcześniej nic nie zapowiadało, że odradzający się dopiero Klub ponownie stanie w obliczu groźby upadku. W marcu 1947 roku umiera pierwszy po wojnie prezes Bolesław Zjawiński - człowiek ofiarny i oddany sprawie warszawskiego narciarstwa, uruchomiono schronisko w Zakopanem, a potem w końcu roku wybrano nowy, energiczny Zarząd z Bolesławem Myszkowskim, Edytą Wargenau, Jadwigą Krasińską i Marianem Fruchaufem na czele oraz z Ministrem Władysławem Wolskim w Radzie Seniorów - to wszystko pozwalało snuć jak najbardziej optymistyczne na przyszłość plany.

Od 1948 roku WKN pozbawiono wszelkich subwencji. Mimo to Bielany co roku gościły tradycyjnie działaczy WKN organizujących zawody masowe dla młodzieży, gdyż na tym odcinku widziano nadal najważniejsze zadanie Klubowe, W czerwcu 1950 roku Bolesław Myszkowski zrezygnował z pełnienia funkcji prezesa Klubu. W lipcu 1950 roku odbyło się nadzwyczajne Walne Zebranie członków Klubu, na którym delegat WKKF [Wojewódzki Komitet Kultury Fizycznej] powtórzył oficjalnie, że obecna organizacja sportu - tak się zdaje wyraził — nie przewiduje tego typu klubów sportowych, który reprezentował dotychczas WKN. W związku z tym Warszawski Klub narciarski powinien być rozwiązany. Pod moralnym przymusem podjęto uchwałę o rozwiązaniu Klubu. Protokół tego smutnego zebrania podpisali Marian Fruchauf - wiceprezes Klubu, Edyta Wargenau - sekretarz, Jan Wiśniewski — delegat WKKF i Zygmunt Jabłoński - delegat ZG PZN.

Taki był koniec drugiego etapu istnienia a pierwszego po wojnie w działalności WKN. Ale życie nie znosi pojęcia pustki, zaś narciarstwo jest zbyt pięknym sportem, aby natychmiast w miejsce organizacji,które nie mogły funkcjonować, nie powstały inne, przejmujące od poprzednich sztafetową pałeczkę działania. Tak było i tym razem.

Ale aby pojąć wydarzenie następne, trzeba się cofnąć prawie o pięć lat do roku 1945. Reorganizacja sportu i w 1949 roku objęła oprócz WKN inne organizacje narciarskie stolicy, a trzeba tu dodać, że działało ich przed wojną prawie ponad 20 i prawie tyle samo reaktywowało swoje poczynania po wojnie. Skromniejszą i odmienną od WKN-owskiego profilu działalność prowadziła w okresie międzywojennym Sekcja Narciarska „Skarbowców”, oparta o swój branżowy związek zawodowy. Odbudowana zaraz po wojnie zajmowała się początkowo wyłącznie turystyką narciarską, szkoląc swych członków na dwutygodniowych, specjalnie zorganizowanych w górach wczasach narciarskich. Gigantomania sportowa w 1949 roku wtłoczyła samodzielne dotąd organizacje w szeregi kolosów zwanych „zrzeszeniami sportowymi”, pozbawionych jakiejś wspólnej idei, spójni, spowodowała, że „Skarbowców” w 1949 roku włączono do powstającego o ogólnopolskim zasięgu Zrzeszenia "Ogniwo".

W kronikach WKN zanotowano taki fakt: „Działo się to w Warszawie pamiętnego dnia 6 października, kiedy to Sekcja Narciarska przy Zarządzie Głównym ówczesnego Związku Zawodowego Pracowników Skarbowych przekształciła się na Sekcję Narciarską przy ZKS „Ogniwo-Warszawa”. Jako członkowie założyciele złożyli tu swoje podpisy: Tadeusz Grygiel, Wacław Kocowski, Arkadiusz Kolanek, Stefan Kopczyński, Zbigniew Łapuszyński, Kazimierz Rapacki, Stanisława Sawicka i pani Tarnopolska. Kierownictwo sekcji objęli Kazimierz Rapacki jako kierownik, Arkadiusz Kolanek jako kapitan aportowy i Zbigniew Łopuszyński jako sekretarz". Prawie jednocześnie, bo w dwa miesiące po przejściu do Ogniwa Sekcji Skarbowców, do nowo powstałej, a właściwie starej grupy działającej pod nową nazwą Sekcji Narciarskiej przy ZKS "Ogniwo" doszlusowała duża, bo licząca ponad 30 osób, grupa Klubu "Nurt" przy Banku Handlowym, klubu wtłoczonego też do "Ogniwa” jako terenowe koło. Grupa ta tak zawodniczo jak i organizacyjnie miała odegrać dość istotną rolę w poczynaniach zarówno Sekcji "Ogniwo”, jak i WKN i dlatego też godzi się wymienić choć kilkoro z nich po nazwisku. Byli to w przytłaczającej większości studenci Akademii Nauk Politycznych, Uniwersytetu Warszawskiego lub Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, którzy z racji otrzymanego stypendium z Banku Handlowego, odpracowywali część godzin i oni to stanowili trzon Koła Sportowego przy Banku Handlowym, które wnet stało się ogólnie znaną jednostką sportową na terenie stolicy. Grupę tę stanowili: Maria Dominiak, Teresa Zasłona, Halina Mijakowska, Eugeniusz Kabatc, Cezary Chlebowski, Zbigniew Sobiech, Bolesław Zemła. Stanisław Trzeciak, Leszek Wiatrowski, Władysław Jeleń i inni. Ta nowo przybyła grupa wniosła do wytrawnego grona turystów element sportowo-wyczynowy , najpierw na skalę Warszawy, a potem sięgający aż tytułu mistrza Polski.

Początkiem scementowania grupy "Ogniowców" z Banku z Sekcją „Ogniwa” był sławny kurs narciarski prowadzony przez Zbigniewa Kolanka w Murowanicy przy drodze do Kuźnic w Zakopanem. W 1950 roku na 258 członków było "aż" 15 zawodników zgłoszonych do PZN. Liczba ta miała stale, systematycznie rosnąć, choć nadal przez wiele lat podstawowym kierunkiem szkolenia w sekcji było szkolenie podstawowe i turystyka masowa.

Sekcja Narciarska „Ogniwo” wyszła na tej reorganizacji i mariażu z prawie 20 innymi wyczynowymi sekcjami (boksem, piłkami, pływaniem), wtłoczonymi do jednego kotła jak „Zabłocki na mydle”. Bo mimo zagwarantowanej nienaruszalności budżetu sekcji, który w sumie stanowił cząstkę budżetu całoklubowego, zanim się zaczął narciarski sezon i potrzeby narciarzy pod koniec roku doszły do głosu, zawsze ktoś z innych sekcji przez wiosnę, lato i jesień zdążył skonsumować narciarskie pieniądze. Mówiono wtedy w Zarządzie ZKS: "dostaniecie zaraz po 1 stycznia z nowego budżetu", ale nim go rzeczywiście uruchomiono był marzec i sezon narciarski, a z nim gross wydatków, się kończyły. Te i inne okoliczności spowodowały, że narciarze zrzeszeni w sekcji Narciarskiej ZKS „Ogniwo” od samego początku wejścia w ten przymusowy mariaż marzyli o usamodzielnieniu się.

Ale na razie był rok 1950 i obowiązywało twarde realizowanie zurzędniczałego wzorca. Grupa zawodnicza wprowadziła w 1950 roku dość szeroko nową długodystansową formę działania - wielodniowe rajdy. Przyniosło to nadspodziewanie szybko dobre wyniki. Ogłoszony na zakończenie sezonu zimowego 1950/51 komunikat o współzawodnictwie Klubów i Sekcji Narciarskich zrzeszonych w PZN, na 120 współzawodniczących klubów zawierał następującą kolejność: I miejsce Kolejarz Kraków II Ogniwo Warszawa, III AZS Kraków.

Reorganizacja sportu postępowała dalej. Po likwidacji klubów, zaczęto likwidować związki sportowe, tworzyć w ich miejsce sekcje przy GKKF i WKKF. Sięgnięto po "nowy aktyw". W skład Komisji Sportowej Sekcji narciarstwa przy Głównym Komitecie Kultury Fizycznej weszli działacze WKN a mianowicie inż. Zbigniew Łopuszyński, Arkadiusz Kolanek, red. Cezary Chlebowski, inż. Jerzy Wilgat i mgr Jan Andrzej Ziemilski, a do Komisji Sędziowskiej -Leszek Pawłowski, Marian Frühauf i Kazimierz Rapacki.
W 1953 roku następują dość znaczne zmiany w kierownictwie Sekcji. Postanowiono włączyć do prac w zarządzie nowych, zdolnych działaczy, wobec tego, że dotychczasowy kierownik Sekcji Kazimierz Rapacki zrzekł się swojej funkcji, prosząc o wykorzystanie go do mniej absorbujących czasowo prac - Zarząd Sekcji ukonstytuował się następująco: kierownik Tadeusz Płoszajski, z-ca do spraw turystycznych - Kazimierz Rapacki, z-ca do spraw szkolenia masowego - Marian Petri, z-ca do spraw sportowych - Cezary Chlebowski, komisja spraw zjazdowych — Janusz Jabłoński, komisja spraw biegowych i magazyn — Jerzy Wilgat, skarbnik Maria Chachłowska, sekretarz - Jadwiga Bataszew. I tym składzie zarząd funkcjonował tylko w ciągu jednego roku.

Oto jesienią 1954 następuje fuzja "Ogniwa” ze "Spójnią", w ten sposób powstaje nowe zrzeszenie sportowe pod nazwą "Sparta". Tadeusz Płoszajski rezygnuje z funkcji kierownika i przez cały sezon 54/55 jego obowiązki pełni Jerzy Wilgat. W tym czasie Cezary Chlebowski, który już wcześniej został oddelegowany do kierowania sprawami narciarstwa w Radzie Głównej Zrzeszenia, całkowicie się temu poświęca i odchodzi z kierownictwa Sekcji. Nie wytrzymał jednak bez niej długo. Wraca jesienią 1953 roku i obejmuje funkcję kierownika. Sekcja liczy wówczas około 418 członków, w tym prawie 100 zawodników. Znacząca pomoc najpierw Związku Zawodowego Pracowników Finansowych z jego prezesem a jednocześnie członkiem i przyjacielem narciarzy, Lucjanem Szwedowskim na czele, a potem Pracowników Państwowych i Instytucji Społecznych (przez wiele lat WKN otrzymywał ulgowe skierowania wczasowe dla kursantów) ułatwiła realizację ambitnych zadań, to umożliwiło zdobycie w ogólnopolskim współzawodnictwie sekcji i klubów narciarskich dwukrotnie pierwszego i dwukrotnie drugiego miejsca.
x
II reaktywacja WKN w 1956
Jest rok 1956. Po raz pierwszy w powojennej Polsce dochodzi do strajków i zamieszek w Poznaniu. W życiu społeczno-politycznym narodu zachodzą poważne zmiany, które mają wpływ na stan organizacyjny Sekcji. Zarząd dyskutuje sprawę uwolnienia się z drabiny uciążliwych zależności organizacyjnych. Pragnie utworzyć samodzielny, jednosekcyjny Klub, podległy bezpośrednio Radzie Zrzeszenia. Wciąga do pracy wszystkich tych, którym dobro sportu narciarskiego zawsze leżało na sercu. Nawiązany zostaje kontakt z płk. Marcianem Frühaufem, który dochodzi do wniosku, że Sekcja grupuje narciarzy i działaczy, którzy mogą kontynuować najlepsze, przedwojenne tradycje Warszawskiego Klubu Narciarskiego. W dniu 20 grudnia 1956 roku Zarząd zwołuje Nadzwyczajne Walne Zebranie Członków Sekcji. Zebrali jednomyślnie uchwalają reaktywowanie Warszawskiego Klubu Narciarskiego jako samodzielnego, jednosekcyjnego klubu sportowego. Do Zarządu w zasadzie pozostającego bez zmian, z zostali dokooptowani ludzie, którzy w sposób szczególny wyróżnili się przy pracach nad reaktywowaniem klubu, a więc pani Edyta Wargenau i pan Marian Frühauf.

Odwrót od złych form organizacyjnych trwał nadal i to na szerokim froncie. Rok 1957 był nie tylko świętem warszawskiego narciarstwa, to również czas, w którym na zjeździe w Katowicach został - reaktywowany Polski Związek Narciarski. Przy okazji warto dodać, że członkami prezydium Zarządu Głównego PZN wybrani zostali kandydaci Warszawskiego Klubu Narciarskiego, a mianowicie i Elżbieta Łatkiewicz, dr Kazimierz Załuski - członek Prezydium FIS i Cezary Chlebowski - prezes WKN.

Niestety zmiany i huśtawki organizacyjne wykruszyły z życia narciarskiego stolicy coraz to nowe kluby i sekcje.Przestały istnieć kolejno narciarskie zrzeszenie w AZS, Budowlanych, Kolejarza. W tej sytuacji nowo reaktywowany Warszawski Klub Narciarski stał się jedynym klubem tej dyscypliny w stolicy. Na barki więc działaczy WKN spadły nowe obowiązki. Pracę w Warszawskim Okręgu PZN przejęli z kolei od działaczy "Polonii" prawie całkowicie członkowie WKN na czele z przewodniczącym Leszkiem Pawłowskim, wiceprzewodniczącym Arkadiuszem Kolankiem, skarbnikiem Antonim Gąsiorem, sekretarzem Szomańskim, przewodniczącym komisji sędziów Marianem Frühaufem i przewodniczącym Komisji Organizacyjnej Marianem Petri. W końcu tego samego roku odbyło się Walne Zebranie członków WKN, na której wybrano nowe władze Klubu. Obok kilku nowych aktywnie pracujących osób znaleźli się w nich wszyscy ci, dzięki którym Klub wkroczył na nową drogę rozwoju, a więc Cezary Chlebowski, Marian Frühauf, Jerzy Wilgat, Kazimierz Rapacki, Edyta Wargenau, Janusz Godzik, Eugeniusz Kabatc i wielu innych. Klub liczył już wówczas około 700 członków. Zaczęła rozszerzać się sfera działalności klubu. Wyłoniły się nowe sprawy, którym musiano poświęcić wiele czasu i uwagi, szczególnie poszukiwanie stałej siedziby Klubu.
x
Skocznia widmo siedzibą WKN
Do najbardziej czasochłonnych spraw w latach 50 i 60-tych miała z czasem należeć skocznia igielitowa na Mokotowie. Ze skocznią tą wiąże się jeden z największych paradoksów życia sportowego. Poczęta w pierwszych latach pięćdziesiątych w okresie gigantomanii sportowej przez inżynierów Strachockiego i Cywińskiego, znalazła swych orędowników wśród działaczy b. SN. Budowlanych. Projekt budowy realizowano przy stałym sprzeciwie działaczy kolejnych wcieleń klubu, a więc SN Ogniwo, SH Sparty i WKN. Budowa ciągnęła się latami - zaniżone skandalicznie kosztorysy zamiast pomóc zdecydowanie zaszkodziły budowie i każdy bał się jej dotknąć, wietrząc wcześniej czy później prokuratorską interwencję. I właśnie największym paradoksem jest chyba to, że na placu narciarskich bojów stolicy została niedokończona "skocznia-widmo" i jedyny ocalały z reorganizacyjnych eksperymentów — WKN.

Tak oto trud dokończenia rozgrzebanej, zabałaganionej budowy wzięli na swe barki ci, którzy od samego początku byli przeciwni jej budowie. WKN poczuł się niejako zmuszony do tej decyzji, a zmusiła go do tego jego.. bezdomność. Tak się bowiem jakoś składało, że do częściowego zakończenia budowy skoczni w roku 1958, najliczniejszy jednosekcyjny klub w Polsce miał wielu protektorów ściskających dłonie, gdy gratulowano mu sukcesów, ale zainteresowanie się natychmiast kończyło, gdy działacze WKN rozpoczynali rozmowę o własnym lokalu. Mając 700 członków WKN tułał się po gościnnych pokojach Związku Zaw. Pracowników Społecznych, na poddaszu CHPD na Nowogrodzkiej, w piwnicach Ministerstwa Finansów na Świętokrzyskiej, przejściowych bramach Polskiego Radia na Naokowskiego, nie mówiąc już o przystani nad Wisłą, klicie na stadionie w al. Niepodległości, strychu w Ministerstwie Rolnictwa na Wspólnej i pokoju szoferów w gmachu NIK przy Litewskiej. Ze wszystkich tych lokali wcześniej czy później WKN był wyrzucany. I tak zrodziło się pragnienie, aby mieć wreszcie pierwszy po wojnie własny lokal na niechcianej skoczni.

Nie bez znaczenia był też fakt, że posiadanie własnego pierwszego w Polsce igielitu dawało Klubowi kolosalną szansę szkoleniową, w tej dotąd w stolicy nie uprawianej poważnie konkurencji. Nie miejsce tu na opisywanie wszystkich perypetii i olbrzymiego wysiłku włożonego w jako takie doprowadzenie skoczni do porządku. Udało się to po pięcioletniej morderczej walce, w którą włączyła się prasa, zaś efekt końcowy był taki, że red. Cezary Chlebowski, naraził się swymi artykułami prasowymi obnażającymi beztroskę władz sportowych i budowlanych. Budowa nigdy nie została zakończona zgodnie z pierwotnym planem, ale skocznię ostatecznie oddano do użytku, a to w ogromnej mierze zasługa właśnie Cezarego Chlebowskiego, ówczesnego prezesa WKN.

26 września 1959 roku zawodnicy kadry narodowej oddali pierwsze skoki na tej skoczni. Została utworzona szkółka skokowa przy WKN, a od 1962 roku wesło do tradycji uroczyste otwarcie sezonu narciarskiego Klubu wspólnie z WOZN na mokotowskiej skoczni.

Pierwsi trenerzy skoczków WKN - Leszek Potoczek, a następnie Stanisław Majoch doprowadzili wkrótce do takiej formy ćwiczącą młodzież, że brała ona udział w różnych zawodach, a niektórzy z wychowanków próbowali sił nawet na Dużej Krokwi z Zakopanem. Pojawiły się nawet talenty w tej dyscyplinie: Wojtek Zabawa, Zbyszek Suchan, Paweł Góralczyk i wielu innych.

Dużą szkodę Klubowi przyniosły ciągłe zmiany organizacyjne, które rzekomo miały sprzyjać rozwojowi działalności. W 1958 roku zostały rozwiązane zrzeszenia sportowe, powstały federacje klubów związkowych. Klub przeszedł pod opiekę Federacji Sportowej "Sparta", a po rozdzieleniu Federacji w 1965 roku na polecenie Centralnej Rady Związków Zawodowych 5 klubów, w tym WKN, znalazło "opiekę" w Zwiazku Zawodowym Pracowników Państwowych i Społecznych, która trwała do około 1980 roku.

Pomimo starań klubowiczów, nierozwiązana pozostała sprawa parceli WKN na Polanie Chochołowskiej. Pisał o tym w 1957 roku na łamach tygodnika "Sportowiec" red. Krzysztof Blauth, wielki miłośnik narciarstwa, Prezes Nrciarskiego Klubu Dziennikarzy "Kaczka": "Spalone przez Niemców schronisko na Chochołowskiej zostało odbudowane w 1953 na parceli i częściowo z maateriałów WKN. Znajduje się ono obecnie w administracji PTTK — przynosząc spory deficyt. Obecnie PTTK oddaje wiele schronisk i stacji turystycznych prywatnym dzierżawcom. Uważamy, że w tej sytuacji schronisko na Chochołowskiej powinno się znaleźć z powrotem w administracji WKN, który ubiegając się o to zapewnia zmniejszenie deficytu i racjonalniejszą gospodarkę". Ale PTTK - gospodarz i użytkownik obiektu - nie zrobił nic, nie wyszedł naprzeciw ani jednej z licznych inicjatyw WKN, aby w jakiejkolwiek choćby symbolicznej formie umożliwić powrót tego zasłużonego Klubu w rejon jego pierwszego i pionierskiego działania.

W ramach obchodów jubileuszu XXXV—lecia Klubu w 1958 roku, delegacja tuż przy wejściu do schroniska posadziła 7 symbolicznych limb, a na ścianie budynku wmurowano tablicę mówiącą, że drzewa te są hołdem złożonym członkom, założycielom WKN i budowniczym przedwojennego schroniska, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.
x
Zjazdowcy WKN lata 60 i 70-te
Najwięcej szkodziły rozwojowi sportu ciągłe zmiany organizacyjne, które rzekomo miały sprzyjać rozwojowi. W 1958 roku zostały rozwiązane zrzeszenia sportowe i powstały federacje klubów związkowych. WKN przeszedł wtedy pod opiekę federacji Sportowej „Sparta”, a po rozdzieleniu Federacji w 1968 r. na polecenie Centralnej Rady Związków Zawodowych, 5 klubów, w tym WKN, znalazło „opiekę” w Związku Zawodowym Pracowników Państwowych i Społecznych. Ten stan utrzymał się do około 1980 roku. Lata 60 i 70-te to długi łańcuch sukcesów zawodniczych nie tylko w biegach, ale także w zjazdach i skokach. W kronikach wyników sportowych WKN pojawiają się zjazdowcy: Janusz Jabłoński, Andrzej Ziemilski, Andrzej Pawłowicz, Stanisław Kram, Wowo Batijewski, Tadeusz Tarnowski, Andrzej Szyjkowski, Bogdan Rayski i inni. W 1960 r. w Mistrzostwach Polski bieg zjazdowy wygrywa warszawiak Andrzej Pawłowicz, co staje się rewelacją sezonu. Młodzi zjazdowcy znowu olśniewają talentem. W 1962 r. Tomasz Wiński w Mistrzostwach Polski Młodzików grupy A w slalomie gigancie zajmuje 3, w slalomie specjalnym 7, a w trójkomabinacji 3 miejsce. Na dalszych miejscach plasują się także: Adam Stankiewicz, Jerzy Rużyłło, Piotr Bogusławski, Michał Cezak, Piotr Wielowieyski, Tomasz Marzec i wielu, wielu innych.

W zjazdach równie ambitne wyniki osiągały dziewczęta. Wymienić tu trzeba chociaż kilka nazwisk: Hanna Jabłońska, Danuta Morawska, Barbara Roehr, Grażyna Blauth, A. Łazarowicz, M.Świerczyńska, J.Zborowska, Zofia Morajka, Katarzyna Chodorowicz. U szczytu formy znajdowała się w 1963 roku Barbara Kurkowiak-Grocholska, która w Mistrzostwach Polski zajęła pierwsze miejsca w: slalomie specjalnym, gigancie, biegu zjazdowym i kombinacji alpejskiej. Rezultat ten powtórzyła dwa lata później. Świetne wyniki osiągały w tym czasie także: Anna Waloch, Anna Niewiarowska, Kasia Woźniak, Magda Ogonowska. Jolanta Łopuszyńska zdobyła w Mistrzostwach Akademickich Świata brązowy medal.

Klub młodniał, warszawska młodzież coraz liczniej uczestniczyła w szkoleniu narciarskim w stolicy i na obozach w górach. Powoli WKN przestawiał się z turystyki, do której brakowało na rynku odpowiedniego sprzętu. Zjazdy fascynowały wszystkich, a WKN odpowiadał na to zapotrzebowanie. Prowadzone kursy narciarskie i obozy w górach nie miały już czysto turystycznego charakteru. Poszczególne „zjazdowe” sukcesy zachęcały młodych narciarzy do uprawiania konkurencji alpejskich. WKN sięgał po najmłodszych – trudno teraz policzyć, przez ile lat organizowano „Zawody Krasnoludków” na Agrykoli, na stokach koło Sejmu, w warszawskim Morskim Oku na Mokotowie...

W 1965 roku nastąpiła kolejna „odgórnie zarządzona” reorganizacja sportu. „Sparta” – opiekun WKN – została rozwiązana i odtąd Klub był finansowany przez Wojewódzką Radę Ogólnozwiązkowej Federacji Sportu, Wychowania Fizycznego i Turystyki. Nowy „opiekun” z miejsca obciął dotację o połowę oraz zlikwidował dofinansowanie na dobrze rozwijającą się szkółkę skokową. Klub musiał przejść na nową formę finansowania, tzn. pokrywać koszty szkolenia dzieci i młodzieży z kieszeni rodziców.

Wspominając osiągnięcia zawodników, nie można pominąć osób, które przyczyniły się do ich osiągnięcia, a tym samym do rozwoju WKN. Do tego szerokiego grona należeli trenerzy i instruktorzy: Andrzej Ziemilski, Bohdan Łopieński, Janusz Pawlik, Stanisław Majoch, Tomasz Marzec, Ewa i Andrzej Niemińscy, Maria i Andrzej Sykut, Barbara Stańczyk, Halina Mijakowska, Mieczysław Ślusarz, Kazimierz Wysata, Marek Koselski, Bogdan Sobieraj, Janusz Rosa, Jerzy Góralczyk, Ryszard Franczak, Krzysztof Dołoszyński, Janina Jasiak, Leszek Puzynowski, Roman i Bogdan Kabulscy i wielu innych. Do działań zaangażowali się „społecznicy” – Zarząd i przyjaciele WKN, którzy wytrwale, nie przejmując się różnorodnymi kłopotami, łamiąc przeszkody poświęcali swój czas dla realizacji klubowych celów. Do najwytrwalszych należeli: Lucjan Szwedowski, Zbigniew Łopuszyński, Kazimierz Rapacki, Janusz Godzik, Janusz Rosa, Maria Wilgat, Maria Chachłowska, Barbara Rosłoniec, Wojciech Łepski, Władysław Wiński, Mieczysław Ostrowski.

W roku 1974 WKN liczył 873 członków. Jego działalność, ograniczona możliwościami finansowymi, skupiała się przede wszystkim na szkoleniu podstawowym dzieci i młodzieży. Klub dorobił się jednej z najlepszych w kraju kadry instruktorskiej, specjalistów do nauczania dzieci i młodzieży. Znaczną jej część stanowili wychowankowie WKN, których droga do szlif instruktorskich przebiegała w Klubie – od obozów dla dzieci, następnie młodzieżowych, poprzez szkolenie zawodnicze, starty w zawodach klubowych, międzyklubowych, ogólnopolskich, a nawet zagranicznych, aby następnie przejść kursy instruktorskie PZN.

W zapiskach kronikarskich WKN na jubielusz 60-lecia w 1983 roku czytamy:
„Realizując jako główne zadanie szkolenie podstawowe młodzieży, Zarząd WKN nie zapomina, w miarę możliwości, o działalności na polu zawodniczym. Wyszkolenie jednakże zawodników na poziomie czołówki krajowej, co jest możliwe w klubie o tak znikomych możliwościach finansowych, wymaga dłuższego czasu. Trzeba tu podkreślić szczególnie trudną sytuację naszej młodzieży. Młodzież WKN nie zajmuje się przecież tylko i wyłącznie narciarstwem, a przede wszystkim uczy się, i to dobrze się uczy, a piękny sport narciarski jest tylko dodatkiem. Aby znaleźć się w górach, trzeba najpierw mieć dobre wyniki w nauce. Inaczej byłyby trudności ze zwolnieniem ze szkoły na zgrupowania, obozy oraz zawody. Nasza młodzież, dzięki usilnej pracy, inteligencji oraz wyrzeczeniom, osiąga duże sukcesy na Spartakiadach Młodzieżowych i innych zawodach. Do tych najlepszych w ostatnim dziesięcioleciu należą: Michał Walkowski, Wojciech Fic, Marcin Sykut, Marcin Rudowski, Monika Sykut, Magda Madura, Jagna Wojciechowska, Kasia Frelek, Ewa Gajewska. Urosła też nasza kadra instruktorska, ostatnio do niej dołączyli: Michał Kucharski, Ludwik Majlert, Jerzy Wilgat, Jacek Kłos, Ewa Wilczyńska, Joanna Cengel, Michał Janik, Zdzisława Murawska, Ewa Kozłowska, Witek Cholewicki, Bartek Kowalski, Tomek Derwinis, Tomek Hugues, Andrzej Materski, Maciej Nowakowski, Kornel Jakuszewicz, Marcin Sykut – w większości wychowankowie WKN. Co roku startują oni w Mistrzostwach Instruktorów Narciarskich i osiągają dobre rezultaty, zajmując czołowe miejsca w swoich grupach wiekowych. To czym jest Warszawski Klub Narciarski na 60-lecie i w chwili obecnej, zawdzięcza nie tylko nielicznej , energicznej grupce członków Zarządu, ale także w dużej mierze symapatykom narciarstwa zrzeszonym w Klubie i rodzicom naszych najmłodszych członków. Takie nazwiska jak Gajewscy, Jodłowscy, Danuta Głębocka, Andrzej Bilka, Bolesław Kania, Aleksander Cholewicki, dr Hanna Poznańska, Józef Oberski, Jerzy Olecki – zapisane są złotym zgłoskami w kronikach Klubu.”
x
C. D. N.